Elfy jadą na wakacje

przez | 20 czerwca 2020
Bajka o elfach powstała na zamówienie mojej córki Patrycji. Miało być o tych małych pomocnikach św. Mikołaja i… to była jedyna wskazówka. Jako że bajka powstała w czasie totalnej izolacji (z winy wiadomo kogo), autor wybrał motyw wakacyjny.

Zanim jednak zaproszę do lektury… Być może ktoś wolałby, opowieść o elfach posłuchać. Też jest taka możliwość – Justyna Siepietowska-Jarzyńska była uprzejma ją przeczytać i to w rewelacyjny sposób. Aby odsłuchać kliknij

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… Nieee, bez sensu, tak się zaczyna prawie każda bajka. Czy ktoś w tym pomieszczeniu, poza mną, lubi dostawać prezenty? Zapewne czasami otrzymujecie kawałki papieru, metalu ze słowami „kup sobie coś fajnego” lub „wrzuć do skarbonki”. Potem stertę takich świstków można wymienić na przykład na furę cukierków, lalkę, misia, gry, samochód zdalnie sterowany, a nawet rower czy komputer. Ja ostatnio w ten sposób kupiłem planszówkę, w którą zresztą ciągle przegrywam (a i tak ją lubię, bo gram w miłym towarzystwie). A Ty?

Lekcja ekonomii

Zapewne masz wielkie potrzeby i tych papierków ciągle za mało. Poznaj trudne słowo – oSZczęDZanie. Jeśli nie rozbijesz skarbonki przez dłuuugi czas, możesz liczyć na fajniejsze zakupy. A wiesz, że prawie każda rzecz, jaką masz została kupiona? Jabłko, czekoladka, mleko ze sklepu, bluzeczka, ściana, lampa, zabawka, samochód… By je dostać dorośli muszą ciężko pracować przez wiele, wiele, wiele godzin. Stop. To miała być bajka a nie podręcznik zakupowy – odzywa się moja pierwsza Czytelniczka. Racja! Już przechodzę do rzeczy. Powiedziałem, że wszystko coś kosztowało? Ha, nieprawda! Kilka zabawek przyniósł Tobie osobiście szef największej firmy na świecie. Wiesz jakiej? Błąd – nie chodzi o KFC, Coca Colę, Lego, tylko o kompanię Św. Mikołaja.

Fabryka Św. Mikołaja

Św. Mikołaj sam by nie ogarnął produkcji prezentów dla dzieci na całym świecie, dlatego zatrudnia pracowników. Pomyślałeś w tym momencie o elfach? Brawo! Elfy to ekipa pracująca przez niemal cały rok, aby dzieci mogły dostać na Boże Narodzenie coś o czym marzą. Nie wszystkie zamówienia da radę spełnić: firma nie przyjmuje zamówień na braci i siostry (te prośby kierujcie do bocianów, kapust i na bobasowe pola). Trudno załatwić też, by przestała boleć nóżka, rączka, główka – to rola misiów, przytulanek, a gdy sprawa jest mocno poważna szamanów, znachorów i tych w białych fartuchach co lekarzami się zwą. Przez komin nie wjedzie także samochód dla taty ani zmywarka dla mamy.

Fabryka prezentów jest przeogromna i tak dobrze chroniona, że nawet koronawirusa tam nie wpuszczono (premia dla Elfa Ochroniarza). Renifery zbierają siły na okres Bożego Narodzenia (za to odpowiada Elf Zoolog), zatem Św. Mikołaj jeździ po zakładzie pracy elfomobilem, tankowanym na elfobenzynę. Elf Wymyślacz już pracuje nad nowym pojazdem – na prąd. Nie zdziw się, jeśli kiedyś dostaniesz zaproszenie na testy tego wynalazku, bowiem Św. Mikołaj polega na opinii dzieci.

Elfy w fabryce wykonują właściwie wszystko, oczywiście pod dowództwem Wielkiego Prezesa, jak Elf Złośliwiec nazwał Św. Mikołaja. Pomagają im w tym maszyny, zatem potrzeba pomocy Elfa Serwisanta, by mógł z zespołem je na bieżąco naprawiać. Elf Planowacz decyduje, jakie zabawki w danej chwili są robione, Elf Operator steruje sprzętem, Elf Zdolniacha i jego banda zajmują się czynnościami, z którymi sprzęty sobie nie poradzą. Bo nawet Elf Robot (nawet tutaj dotarła sztuczna inteligencja) nie dorównuje mądrością i zdolnością wielu elfom a co dopiero Św. Mikołajowi. Do tego Elf Pakowacz, Elfy Czytacz (czyta listy od dzieci), Elf Sprzątacz (porządek to podstawa, zapewne tak jak w Twoim pokoju), Elf Narzekacz (woli jak się go nazywa Elf Źle To Jest Zrobione). Przychodzi Ci do głowy, kogo jeszcze nie wymieniłem?

Jeśli chodzisz do szkoły to masz dwa miesiące wakacji latem + zimą dwa tygodnie + kilka dni przy okazji świąt. Dużo? Studenci mają jeszcze więcej! A elfy? Roboty jest tyle, że mogą mieć maksymalnie miesiąc przerwy w całym roku, mniej więcej tyle ile Twoi rodzice. W tym roku, jeszcze przed wizytą koronawirusa część elfów postanowiła odwiedzić…

Lecimy do Polski

A Ty wiesz w ogóle gdzie mieszkają elfy? Na kole. Naprawdę, nie ściemniam. Mam na myśli rzecz jasna koło podbiegunowe, w krainie o nazwie Laponia. A Laponia jest w Finlandii a Finlandia… Jakieś propozycje gdzie leży Finlandia (odpowiedzi, że w barku u taty nie uznaję!)? Wróć, lekcji geografii nie będzie. Elf Planowacz postanowił tym razem zorganizować dla swoich znajomych wyjazd do Polski. – Słyszałem, że w tym kraju jest smok na zamku, koziołki, Wars i Sawa, sól w kopalni a nawet morze i góry – powiedział Elf Planowacz.

Elf Towarzysz umówił też spotkanie z całym plemieniem krasnali we Wrocławiu. Są ich tam setki: Bamboszek, Ciężarowiec, Farciarz, Klucznik, Lotniczek, Miłostek i wiele innych. Chętnie pozują do zdjęć. Nie wierzysz? Jak tylko koronawirus pozwoli, zabierz rodziców i jedź sprawdzić osobiście. Żadnych biletów tylko miły spacer po centrum (i nie tylko) ładnego miasta.

Renifery Wielkiego Prezesa (jakoś to się przyjęło też u reszty elfów, więc i ja sobie pozwalam, mam nadzieję, że mimo to dostanę prezenty) muszą odpoczywać. Ekipa Elfa Planowacza postanowiła więc skorzystać z TuristElf: elfiego biura podróży. Do wyboru była tańsza opcja: lotu na grzbietach dzikich gęsi lub transport elfolotem. Ponieważ elfy pilnie i dobrze pracowały, miały na tyle dużo elfozłotówek, by polecieć wygodniejszym środkiem transportu.

Oczywiście każdy chciał siedzieć obok Elfa Kapitana, ale Elf Konstruktor uznał, że nie przygotuje takiego pojazdu. Wyobrażacie sobie – z przodu dwa siedzenia dla pilotów a tuż za nim kilkadziesiąt pionowych pięter siedzeń – jedno nad drugim? Taka maszyna owszem, poleciałaby, ale tylko w dół. Elfolot wygląda jak zwykły samolot, o dużo mniejszych rozmiarach, wszak elfy nie imponują wzrostem. Elfka Loteria rozlosowała miejsca. Najbardziej niezadowolony był wcale nie Elf Narzekacz (jego od razu wpakowano do luku bagażowego) tylko Elf Leniwiec. W końcu i on dostał co chciał – za specjalną dopłatą zamiast krzesła wstawiono mu wygodne łóżeczko.

A wszystko przez elfa…

Już od wejścia do elfolotu wszystkim dopisywały humory. Elf Słodkapupka oczywiście zaczął wszystkich częstować ciasteczkami a Elfka Dietka rozdawała sałatę. Cóż, elfy na wakacjach lubią niezdrowe jedzenie, więc sałatę przeniesiono do miejsca pobytu Elfa Narzekacza. Elfka Lewandowska będzie miała później sporo pracy, nad przywrócenie elfów do ich normalnej wagi. Krótko po starcie doszło do turbulencji. Elfolot zaczął wariować na całego, jakby to on przejadł się słodyczami. Do tego nawigujący Elf Gps walnął się w głowę i statek powietrzny zmienił kierunek. Nie zauważył tego Elf Kapitan, bo był zajęty rozmową, a dokładniej słuchaniem, długiej opowieści, Elfa Gaduły. Elf Gaduła wpisał się kiedyś do księgi elfich rekordów – podczas trzy godzinnego spotkania dał powiedzieć siedzącym z nim innymi elfom tylko trzy słowa: Dzień Dobry i Dobranoc.

Co prawda po chwili wszystko się uspokoiło, lecz wskaźnik elfopaliwa dosięgał prawie zera. Tym razem konsekwencje jego niezamykającej się buzi miały być znacznie dotkliwsze. Lot trwał już długo, Elf Kapitan był zdziwiony, że jeszcze nie widać celu. – Niemożliwe, przecież miało starczyć na lot w dwie strony… – dumał Elf Kapitan Elf Gps, na pytanie gdzie jesteśmy, odparł tylko: – Nie wiem. Gdzieś… No, gdzieś na pewno. Pod nami woda, więc nad morzem, przecież nie nad oceanem… – gadał jakby miał nie jeden a pięć guzów.

Niestety, Elf Kapitan nie zabrał papierowej mapy. Należy ją zawsze brać, bo urządzenia elektroniczne lubią się psuć, względnie nawigator zachoruje, bo tak należy nazwać stan Elfa Gpsa. Co gorsza radio nie działało, a Elf Serwisant tym razem został w domu wyznaczając sobie challenge w jeździe na rowerze. Jaki? Wcale nie chodziło o krążenie po kole podbiegunowym, ale dojechanie na najdalszy punkt w Europie (o nazwie Nordkapp), który możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć dołączonych do opowiadania.

Elfolot latał znacznie niżej niż zwykłe samoloty. Miał szklane dno pokładu, więc elfy po raz pierwszy w życiu mogły obserwować zabawę delfinów w morzu. – W Polsce delfiny? Jak wylądujemy muszę szybko zadzwonić na produkcję, by wstrzymali druk książkowych przewodników po tym kraju, bo tym przedpremierowym egzemplarzu są błędy – odezwał się Elf Planowacz. Nie był świadomy, że Polskę minęli już wiele godzin temu i teraz lecą nad… – To jakiś nowy gatunek? Może nie ma nazwy i może zostać nazwane moim imieniem? Dywagował Elf Odkrywca. – A dlaczego twoim, ja pierwszy zauważyłem te wesołe stworzenia – odezwał się Elf Zazdrośnik.

Kłopoty w powietrzu

Nagle elfolot zaczął tracić wysokość. Elfy przeraziły się nie na żarty. – Zapiąć pasy, będzie twarde lądowanie – krzyknął Elf Kapitan. – O ile znajdziemy lotnisko – dodał Elf Prawdomówca, który wyjątkowo pełnił rolę drugiego pilota. Nawet najodważniejsze elfy przestały żartować. OK, nie wszystkie. Elf Optymista zaczął się wręcz cieszyć, że jeśli wylądują w morzu, to będzie mógł włożyć swój nowy strój kąpielowy – różowy w seledynowe kwiatki i kropki (autor opowiadania nie wie, jaki to seledynowy, ale pierwszy czytelnik podpowiada, że to ładny kolor, stąd jego obecność w tym miejscu). W pewnym momencie elfolot już nie leciał, on spadał. – Plany nie zawierały informacji o wizycie w wesołym miasteczku, ale mi się podoba – mówił nadal zadowolony Elf Optymista.

W tym momencie wszystko zależało od jednego elfa. Elf Kapitan był świadomy, że popełnił błędy przed i w trakcie lotu, ale nie mógł o tym myśleć. Tylko on miał umiejętności pozwalające na uratowanie elfów. Błyskawicznie musiał podjąć decyzję: dokonać ryzykownego lądowania na morzu czy też otworzyć dach elfolotu i wystrzelić do góry siedzenia z elfami, zaopatrzone w spadochron i miniponton, by mogły spokojnie osiąść na wodzie i nie zatonąć. Postanowił awaryjne lądowanie. Zamiast kół wysunął pływaki. Podciągnął dźwignie steru delikatnie do góry, by w ostatniej chwili szarpnąć ją z całej siły. Elfolot uderzył w powierzchnię wody i zaczął sunąć morzu niczym torpeda, tracąc powoli prędkość aż wreszcie stanął w miejscu.

Narzekania elfów

Po chwili milczenia w elfolocie zabrzmiały gromkie brawa. Elf Kapitan rozsunął dach. Świeciło słońce, elfolot dryfował niczym łódka. Nie nabierał wody, Elf Konstruktor spisał się na medal. Elf Optymista już nawet zaczął dmuchać rękawki do kąpieli. Wtem ktoś wykrzyknął z przerażeniem: – Woda, wszędzie woda… Co z nami będzie?

I zaczął się lament. Elf Słodkadupka, że wszystkie słodycze zostały zjedzone. Elfka Dietka – elfy za dużo zjadły, jesteśmy za ciężcy i zatoniemy. Elfowi Leniwcowi za mocno bujało i nie mógł spokojnie spać. Elf Modniś był załamany brudnym ubrankiem i popsutą fryzurą. Nie trudno być jasnowidzem: Elfowi Narzekaczowi przeszkadzało wszystko. Nawet Elf Gaduła nic nie mówił, prawdopodobnie po raz pierwszy od swoich narodzin. Jedynie Elf Rybołap wyciągnął sprzęt i zaczął łowić ryby… Pozostałe elfy zaczęły płakać i panikować.

Potrzebny przywódca

I wtedy Elf Planowacz przypomniał sobie, że jest kierownikiem wycieczki a kierownik odpowiada za wszystkich, no w elfolocie tę odpowiedzialność dzielił z Elfem Kapitanem. W bagażu miał kompas, dla przypomnienia to takie małe coś, co pokazuje, w jakim kierunku płyniesz (idziesz, jedziesz). – Elfie Konstruktorze – czy jesteś w stanie przygotować na szybko żagiel? Zapytał Elf Planowacz. – Daj mi chwilę, coś poradzimy – odrzekł Elf Konstruktor. – Elfko Dietko. Zgromadź wszystkie zapasy w jednym miejscu i pilnuj, by Elf Obżartuch się do nich nie dobrał – zarządzał dalej Elf Planowacz. Zgadnij, czego było najwięcej do jedzenia? Oczywiście sałaty, zostało też sporo bułek. Znając skuteczność Elfa Rybołapa, wkrótce będzie można rozpocząć przygotowania do kolacji.

Elf Biolog analizował, jakie ptaki latają wokół elfolotu, Elf Czytacz od razu sprawdzał, gdzie je można spotkać, co pozwoliłoby ustalić gdzie są. Elf Optymista zamiast popływać znalazł balony, Elf Siłacz je nadmuchał, napisał „Pomocy” i wypuścili je w powietrze, by ekspedycja ratunkowa mogła ich odnaleźć. Wszystkie elfy chciały jakoś pomóc, nawet Elf Narzekacz, który stwierdził, że nie lubi jak jest bezużyteczny. W trudnych sytuacjach trzeba działać – łzy i narzekanie nie pomogą.

Elfy tworzyły doskonały zespół. Czuły odpowiedzialność i tak jak w fabryce zabawek nikt się nie obijał. Postawiono żagiel i elfolot ruszył na północ. Słońce powoli zachodziło za horyzont, Elfy przygotowywały się do spędzenia nocy na otwartym morzu, najedzone rybami w bułce z sałatą i cudem ocalałą resztą ciasteczek. Wtem… – Statek, widzę statek, jesteśmy uratowani! Wykrzyknął, nie uwierzycie, Elf Narzekacz.

Powrót do domu?

Okazało się, że załoga zobaczyła balony wypuszczone przez elfy i szybko rozpoczęto akcję poszukiwawczą. Elfy w głębi serca trochę żałowały tak szybkiego ratunku – nocleg w elfolocie przy pełni księżyca zapowiadał kolejną niezapomnianą przygodę. Już wcześniej przeanalizowały, że znajdują się w pobliżu Balearów, daleko od Polski. Z początku chcieli zadzwonić po Św. Mikołaja, by je zabrał do domu, ale… – Wyspy Baleary? Płyniemy na Majorkę? Dopytywał wybawców Elf Planowacz. – To też super miejsce na wakacje – zostajemy – zadecydował. I tak oto elfy całe dwa tygodnie spędziły na plażowaniu, zabawie i poznawaniu tajemnic tej niesamowitej wyspy, której zdjęcie widać przy wpisie. Przeżyły przy tym kilka niesamowitych przygód, lecz to już temat na inne opowiadanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *